11 czerwca - nasza szkoła obchodzi  Święto swojego Patrona:  Księdza Prałata Konrada Szwedy.

"Patron szkoły wyznacza kierunek działań dydaktyczno-wychowawczych, jest filarem, wokół którego buduje się program wychowawczy szkoły...,wychowanie, które jest procesem, odbywa się w każdej szkolnej sytuacji. Bardzo pomocnym zatem jest oparcie tegoż procesu o wzór osobowy Patrona".

Ksiądz Prałat był wyjątkowym człowiekiem. Swoje życie poświęcił ludziom. To wspaniały i mądry człowiek. Zadziwiał nawet w swoich czasach, ale to dobrze. Wielcy ludzie wyrastają ponad przeciętność.

Jego życie -rys historyczny

Ks. Prałat Konrad Szweda urodził się 31 grudnia 1912 w Rybnickiej Kuźni k. Rybnika w wielodzietnej rodzinie. W domu  panowała bardzo religijna atmosfera. Pielęgnowano w nim także wszystkie zwyczaje śląskich rodzin. Czymś naturalnym, należącym do porządku dnia była wspólna modlitwa.  Konrad jako uczeń pilnością i wytrwałą pracą osiągał dobre wyniki. Po przyjściu ze szkoły  pomagał w pracy na roli i w gospodarstwie domowym, wieczory zaś przeznaczał  na naukę. U progu swojej dorosłości odkrył powołanie do kapłaństwa: „wrażenie jak najlepsze, silnie rozwinięty, wysoki, skromny i miły” tak opisał go rektor seminarium duchownego. Święcenia kapłańskie otrzymał 25 czerwca 1939 roku.

Na początku stycznia 1940 roku został aresztowany i wywieziony do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu a później do Dachau. Obozowa rzeczywistość, w której przyszło mu żyć, nie zniszczyła w nim dobroci  i szlachetności, a także wiary w to, że człowiek może być dobry. 

Pomagał innym więźniom, pracując jako pomocnik w obozowym szpitalu – pocieszał, dodawał otuchy. Był świadkiem pierwszych prób uśmiercania ludzi przy pomocy gazów trujących. Sam wiele razy cudem uniknął śmierci. Z narażeniem życia niósł pomoc chorym, spowiadał, udzielał Komunii Świętej, podnosił na duchu wątpiących, przygotowywał na śmierć. Nigdy nie zapomniał o swoim kapłańskim powołaniu.

To, co dla księdza Konrada było strasznym doświadczeniem, niepojętym do zrozumienia cierpieniem, to los dzieci w oświęcimskim obozie. Pisał później,   że tylko Bóg zna wymiary ich cierpień i upomni się kiedyś o prawa skrzywdzonych. Widział w dzieciach to, co może człowiek doświadczyć najpiękniejszego w życiu i nie potrafił pojąć, jak można takie niewinne istoty krzywdzić. W swoich wspomnieniach dał  o nich świadectwo. Dzieci pomimo strasznego losu, jaki im zgotowali dorośli, potrafiły sobie pomagać i nawzajem wspierać. Zostawiły przykład godnego przyjmowania i przeżywania cierpienia, odkrywania jego sensu i wiary w zwycięstwo dobra nad złem. Urzeczywistniały swoim postępowaniem prawdziwy humanizm w miejscu, jakie było zaprzeczeniem tego co ludzkie. 29 kwietnia 1945 roku Ksiądz Prałat odzyskał wolność. Różne były dalsze koleje jego życia. Mógł zostać za granicą we Francji, jednak wrócił do ukochanej Polski. Nie było mu łatwo - przez ówczesną władzę ludową  wzywany na przesłuchania, aresztowany i poniewierany tylko dlatego, że starał się być uczciwym i dobrym księdzem.

2.02. 1981 r., mając 67 lat objął parafię MB Różańcowej w Łaziskach Górnych. Swoją posługę duszpasterską opierał na umiłowaniu porządku, obowiązkowości i bardzo solidnym działaniu. Jego postawa cieszyła i imponowała wielu wiernym. Wiele czasu poświęcał dzieciom. Przygotowywał je do przyjęcia Komunii św., organizował pielgrzymki  i wspólne wyjazdy. Pomagał  i wspierał. Szacunkiem dla innych i wielkim humorem wskazywał jak żyć.